5 czerwca 2013

"Sen z życia czarownicy"


Za piętnaście minut skończę pracę, pojadę do domu i wezmę długą kąpiel. Został mi tylko raport do napisania, a szef zawsze się o niego upomina. Czy ten człowiek nie ma nic lepszego do roboty? Po uszy mam jego gadania. Bez przerwy zwraca mi uwagę… Może innym też? Co mnie obchodzą inni. Mam dość tej pracy, tych ludzi i tego biurka. Od jutra szukam czegoś lepszego… Jak będzie mi się chciało.
Dziesięć… Dziewięć… Osiem… Siedem… Sześć… Pięć… Cztery… Trzy… Dwa… Jeden…
              Wolność!
Gdzie ja dałam kluczyki od samochodu?
O! Tutaj leżą.
Proszę, niech ta winda jedzie szybciej… Nareszcie. Boże, ile ludzi. Ciasno. Nie lubię ciasnych miejsc. Klustrofobiczne małe pomieszczenia. Głowa mnie boli, ale już niedługo będę w domu.
Gdzie jest moje maleństwo? Moje małe, niebieskie auto. Jestem pewna, że parkowałam w tym miejscu… albo piętro niżej… Tak. Poziom minus dwa.
- Cześć, kochanie. Mamusia za tobą tęskniła. Jak się czujesz? Smutno ci było… W sobotę wynagrodzę ci to. Co powiesz na woskowanie? Wiedziałam, że ci się spodoba.
Kluczyk do stacyjki. Lewa noga na sprzęgło, prawa na gaz. Przekręcam kluczyk, wrzucam wsteczny i delikatnie podnoszę nogę ze sprzęgła. Jedziemy.
Warszawa – miasto wiecznych korków i napraw drogowych. Od pół godziny stoję w miejscu. Moment… Chyba jest zielone. Tak! Jestem o jedno skrzyżowanie bliżej domu.
Na szczęście najgorsze za mną. Mam przed sobą prostą drogę. Mogę już być spokojna. Nie wiarygodne, że człowiek codziennie narażony jest na taki stres. Co to? Nie poznaję tej okolicy. Drzewa rosną inaczej. Ta krzyżówka też jest mi obca… Jest tak ciemno, że nie mogę odczytać znaku… Nie, to chyba nie był znak. Światła!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Gdzie ja jestem? Co się dzieje?
- Słyszy mnie pani? Przepraszam, czy pani mnie słyszy?
- Tak. Co się stało?
- Wjechała pani we mnie swoim samochodem.
Mojemu maleństwu coś się stało? Będę musiała pojechać do mechanika, i to jak najszybciej.
- Wyjdzie pani z samochodu? Pomóc pani?
- Nic mi nie jest. Cały lakier do wymiany. Co ja teraz zrobię?
- Przepraszam, że przeszkadzam. Przed chwilą spowodowała pani wypadek, a teraz martwi się o lakier samochodu?
- Tak. Moje maleństwo jest dla mnie najważniejsze.
- Tego już za wiele. Dzwonię na policję.
- Nigdzie pan nie będzie dzwonił. Tę sprawę można załatwić pokojowo.
- Oczywiście. Poproszę dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Płaci pani kartą czy gotówką?
- I... i… Ile? Za dwie małe rysy.
- Spowodowała pani wypadek, wyjeżdżając z ulicy podporządkowaniej z prędkością co najmniej stu kilometrów na godzinę…
- Czyli nie możemy się dogadać?
- Albo zapłaci mi pani należną sumę, albo ja dzwonię na policję, bez tego nie dostanę odszkodowania. Co pani wybiera?
- Jest trzecia możliwość?
- Tak. Jeżeli jest pani czarownicą, może mnie przemienić w bezbronną zabawkę i uciec z miejsca wypadku.
- To jest jakieś rozwiązanie….
Człowiek nawet nie wie, o co prosi.
- Ommm… Urrrrr… Buuuuuur…. Peeeeet…. Kruuuummm…
Wspaniale. Kłopot z głowy.
- Ładnie pan wygląda. Oczywiście nie jestem bez serca. Zaniosę pana do pańskiego domu. Dzieci się ucieszą, będą miały nową zabawkę. Myśli pan, że lubią bujać się na koniku na biegunach? Zgadzam się z panem. Sama też lubiłam w dzieciństwie takie zabawy. Nawiasem mówiąc pasuje panu futerko, a ogon doskonale podkreśla męskość….
Parszywy budzik! A miałam taki wspaniały sen…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz